Ewolucja dwóch prędkości
ewolucja dwóch prędkości

Ewolucja dwóch prędkości

Wersja dźwiękowa artykułu

Technologia pozwala nam dzisiaj ratować życie i ułatwia zabijanie. Jest w stanie zmniejszać skalę głodu, ale póki co, nie radzi sobie z marnotrawieniem żywności. Rozpędza do czerwoności fabryki, które mogą nam dostarczać wspaniałe i coraz tańsze towary, rozgrzeszając unikanie odpowiedzialności za słowa i czyny. Współczesna technologia dostarcza nam informacji z najdalszych zakątków świata, uprawniając nas do ich komentowania. Coraz częściej jednak nie pozwala odgadnąć, które z tych doniesień są prawdziwe, które mają znaczenie. Wie o nas znacznie więcej niż my sami o sobie, ale sama, skrywa swe oblicze za niekończącym się pochodem kilkuliterowych skrótów. Zaawansowana technologia opowiada się za szklaną przyszłością, choć równie dobrze pozwala poznawać i rozumieć nasze pradawne ja. Aprobuje naszą różnorodność, przyzwala na odmienne poglądy. Kocha jednak nasze posłuszeństwo i marsz w równych szeregach cyfrowego fanatyzmu. Odprawia z kwitkiem tych, którzy za nią nie nadążają. Sowicie nagradza proroków i podgrzewaczy najnowszej transformacji. Technologicznego jutra wyczekujemy więc równie z zapartym tchem, co z bladymi ze strachu policzkami.

Technologia nie jest cechą szczególną wyłącznie kilku ostatnich dekad czy stuleci. Jeśli uznamy ją za zestaw narzędzi do tworzenia i modyfikowania, które ułatwiają człowiekowi życie i rozwój, to towarzyszy ona ludziom niemal od zawsze. Pierwsze prymitywne narzędzia, wykonywane np. z kamienia, były również technologią stworzoną rękami człowieka. Już dzięki tym pierwotnym narzędziom mogliśmy zdobywać przewagę nad innymi. Doskonaląc je stopniowo, tworzyliśmy kolejne, coraz bardziej zaawansowane. W tym sensie technologia zawsze towarzyszyła naszej ewolucji. To w dużej mierze dzięki niej, człowiek stał się tym, kim jest dzisiaj. Na przestrzeni ponad dwóch i pół miliona lat, zamienialiśmy pięściaki na norze, łuki i broń palną oraz na maszyny do cięcia i krojenia. Zastąpiliśmy ciemne jaskinie światłem ognisk, lampami naftowymi, żarówkami i wielokolorowym oświetleniem LED. Koczowniczy tryb życia wyparty został osadnictwem, uprawami i hodowlą, abyśmy dzisiaj mogli żyć w coraz gęstszych zbiorowiskach, nafaszerowanych czujnikami. Technologia jest czymś więcej niż otaczające nas obecnie komputery, satelity czy samochody. Spojrzenie na technologię w kontekście wspólnej ewolucji z ludźmi, czyni z niej niezwykle wiernego partnera naszej podróży ku teraźniejszości. Partnera, którego do tej pory interesowało przede wszystkim towarzystwo człowieka.

Spora część najbardziej zaawansowanych technologii, głównie tych cyfrowych czy biochemicznych, budzi jednak nasze ogromne obawy. Nagłaśniane coraz częściej praktyki cyfrowej inwigilacji, handlu danymi osobowymi czy wpływu na podejmowane przez nas decyzje, pogłębiają nasz strach. Boimy się algorytmów sztucznej inteligencji, niepokoją nas coraz odważniejsze ingerencje w genom człowieka. Dzisiaj często nie mamy pojęcia jak dana technologia działa – nie rozumiemy jej. Z każdym kolejnym krokiem doskonalenia technologii, człowiek potrzebował coraz większych umiejętności, aby ją rozwijać i rozumieć. Zdobywanie wiedzy i wspieranie postępu, wymagało z kolei czasu. Kiedy udało nam się rozpędzić koło zamachowe technologii cyfrowych, kiedy systemy komputerowe zaczęły realizować wiele zadań znacznie szybciej niż my sami, technologia nie zawsze chce nam zwrócić czas, jaki w nią zainwestowaliśmy. Wiele wskazuje na to, że czasu mamy coraz mniej, aby ludzkim umysłem pojąć to, co człowiek stworzył i stwarza wspólnie z maszynami. Czas, w przypadku najbardziej zaawansowanych technologii, stał się dla człowieka dobrem niezwykle deficytowym. Przez większą część ewolucji człowieka, czas nie miał większego znaczenia w kontekście technologii. Zwłaszcza na samym początku naszej historii, kiedy techniczne zwroty akcji następowały niezwykle rzadko. Obecnie dysponujemy jednak niewyobrażalną ilością owoców postępu, które możemy łączyć ze sobą w dowolnych, nowych konstelacjach. Coraz większe ilości nowych dokonań i kolejnych możliwych kombinacji technologicznych sprawiają, że każde następne osiągnięcia, pojawiają się jeszcze szybciej. Technologia wyznacza dzisiaj tempo, któremu tylko ona sama może podołać. Przyspiesza wykładniczo, podczas gdy w tym samym czasie człowiek, staje się w stosunku do niej wykładniczo wolniejszy. Ryzykowne staje się niedopasowanie potencjalnego wpływu technologii do możliwości jej kontroli przez człowieka. Jesteśmy świadkami momentu, w niezwykle długiej koewolucji człowieka i technologii, kiedy nasze drogi zaczynają się rozchodzić. Czy utrzymamy nasze dotychczasowe partnerstwo, czy może jesteśmy świadkami narodzin dwóch niezależnych ewolucji: osobnej ewolucji człowieka i osobnej ewolucji technologii? Wszystkiemu wydaje się być winny czas.

Nasze umysły nie są zdolne do przetwarzania gigantycznych ilości danych w sposób, w jaki robią to komputery. Ludzki mózg odbiera otoczenie inaczej, w zupełnie innym reżimie czasowym. Ludzie myślą o zmianach w kategoriach liniowych. Choć same neurony komunikują się ze sobą z olbrzymią prędkością, to otaczający nas świat nauczyliśmy się chłonąć w innych interwałach. Starzejemy się zazwyczaj w latach, przyrodę katalogujemy sezonami, a wiele zwykłych czynności przeliczamy na miesiące, tygodnie i dni. Najstarsze, znane obecnie ślady zegara słonecznego, pochodzą z XIII wieku p.n.e.. Godziny stały się więc dla nas ważne, zapewne dopiero kilka tysięcy lat temu. Minutowe i sekundowe naliczanie – choć towarzyszy nam obecnie nieustannie – wymaga już nowoczesnego zegara do towarzystwa. Wszystko co trwa krócej niż sekunda, to niedostępne dla ludzi terytorium technologii. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do rzeczy, które dzieją się w ułamkach sekund, a coraz częściej w takim właśnie tempie, świat przeliczany jest na nowo przez komputerowe algorytmy. W wielu dziedzinach technologia wyprzedziła nas na sygnale. Część z nas próbuje za nią nadążyć, lecz wielu innych popada w lęk i zadumę.

To, że świat technologii rozpędza się do trudnych do zrozumienia przez człowieka prędkości, rodzi niepokój i strach. Boimy się dominacji cyfrowych i biotechnologicznych gigantów, obawiamy się utraty naszej prywatności, niepokoi nas zastępowanie człowieka coraz sprytniejszym robotem. Bagatelizowana przez wielu utrata miejsc pracy na rzecz robotyzacji, rzadko bierze pod uwagę czas, konieczny na adaptację człowieka do zmian. W poprzednich rewolucjach dziejowych, osoby pracujące w rolnictwie zaadoptowały się do pracy w fabrykach, a kolejne pokolenia potrafiły się odnaleźć w komputerowej rzeczywistości. Czas adaptacji mierzony był jednak w latach, a ludzi zastępowali inni ludzie. Dzisiaj, kiedy liczba ludności nadal rośnie, a coraz większa ilość miejsc pracy zastępowana jest maszynami, konieczne jest tworzenie nowych stanowisk, poza fabrykami, które stawiają na robotyzację. W opublikowanych w 2018 roku badaniach, które prowadzili David Autor z MIT oraz Anna Salomons z Utrecht University, odkryto, że w ciągu ostatnich czterdziestu lat, spadła ilość miejsc pracy w każdej branży, która wprowadziła technologię zwiększającą wydajność. Zatrudnienie nie spadło na szczęście w całej gospodarce, ponieważ rozwijały się branże o mniejszym wzroście wydajności. Jednak te, oferowały mniej atrakcyjne zarobkowo miejsca pracy. Czy zatem świat, w którym technologia zaczyna wyprzedzać człowieka, przyniesie nam jedynie mniej atrakcyjne posady? Czas ma w tym przypadku duże znaczenie. Człowiek nie jest w stanie konkurować z maszynami wydajnością, a pracując w mniej zautomatyzowanych sektorach, coraz trudniej będzie mu dorównać kroku rozpędzonej technologii.

Galopująca technologia znacznie wykracza poza nasze miejsca pracy i globalne łańcuchy dostaw. Wdarła się już dawno do naszego życia prywatnego i przez większą część doby nie pozwala o sobie zapomnieć. Nasze życie prywatne organizujemy przy pomocy najnowszych urządzeń, wybieramy produkty, które tak naprawdę wybrały za nas zaawansowane systemy informatyczne. Wzrokiem i słuchem chłoniemy wiadomości generowane przez tajemnicze algorytmy. Twórcom gospodarki opartej o handel danymi, jesteśmy wdzięczni za możliwość błyskawicznej wymiany informacji, nawet na najbardziej prywatne tematy. Robimy to zapamiętale, choć wszystko zapamiętujemy tylko na chwilę. Próbując nadążyć za rzeczywistością dyktowaną przez technologię, tracimy zdolność myślenia o dłuższych cyklach. Popadamy w psychozę nieustannego nasłuchiwania wiadomości i oczekiwania na to, co wydarzy się za chwilę. To co miało miejsce wcześniej nie jest warte naszej uwagi, bo przecież już zaraz, wydarzy się coś zupełnie nowego. Nadchodzące minuty i sekundy są znacznie bardziej ciekawe niż te, które właśnie upłynęły. Krótkoterminowość stała się dzisiaj prawdziwym zagrożeniem dla człowieka. Nie dziwi zatem, że przestają nas interesować zjawiska długoterminowe oraz troska o przyszłość naszą i innych. Wszystko zaczynamy optymalizować w coraz krótszych odcinkach czasu. Jak długo nasz umysł będzie w stanie biec w tym nierównym maratonie? Czy zdecydujemy się na jeszcze bliższy mariaż człowieka z technologią, aby scalić się w ewolucyjną jedność? A może to technologia zacznie zmierzać ku bardziej heurystycznym interakcjom ze światem, aby rozwijać się równolegle i maszerować z nami ramię w ramię?

Zachwyceni osiągnięciami techniki, w ostatnim półwieczu znacznie oddaliśmy się od naszych naturalnych korzeni. Niepokojące informacje płyną głównie od najmłodszych pokoleń. Richard Louv w „Ostatnim dziecku lasu”, pisze o „zespole deficytu natury”, na który cierpi coraz większa ilość dzieci i młodzieży. Kiedy spędzają długie godziny przed komputerem lub smartfonem, dorosłym wydają się być bardziej bezpieczne. Jednak równocześnie wtłaczane są w ramy krótkoterminowości. Mimo wszystko, nie będą w stanie scalić się z tą uwodzącą technologią na tyle, by dotrzymać jej kroku. Przynajmniej nie tak szybko, jak może nam się wydawać. Mogą stać się jedynie niecierpliwymi wyznawcami sekund, które nadejdą. Przed krótkoterminowością należy się więc chyba bronić, choć jedynym orężem, wydaje się nasz własny umysł. Aby wyzwolić w ludziach refleksję, że warto włączać myślenie długoterminowe, w Wielkiej Brytanii powstał jakiś czas temu projekt o nazwie Long Time Project. Ma on wspierać dłuższą perspektywę myślenia za pomocą kultury i sztuki, a nie wyłącznie suchych faktów. Kultura bowiem – jak piszą założycielki Ella Saltmarshe i Beatrice Pebroke – stanowi system operacyjny naszego społeczeństwa. Założycielki zainspirowała zasada „siedmiu pokoleń”, zdefiniowana przez przywódców Konfederacji Irokezów. Oznaczała ona, że każda podejmowana decyzja dotycząca przyszłości, musiała brać pod uwagę wpływ na siedem następnych pokoleń. Czy dzisiaj jest to jeszcze możliwe? Czy w czasach natychmiastowej gratyfikacji możemy zacząć tworzyć projekty długookresowe i wyłączyć sekundowe naliczanie naszego życia? Być może zachęci nas do tego inne przedsięwzięcie, próbujące wyrwać człowieka z myślenia krótkoterminowego. Jest nim 60-metrowy zegar, budowany w górach Teksasu, w głębi skał, którego mechanizm został zaprojektowany na działanie przez 10.000 lat. To zegar, którego najszybsza wskazówka przesunie się raz na rok, druga raz na sto lat, a kukułka wyskakiwać będzie raz na tysiąc lat. Nazwano go „zegarem długiego teraz” (Clock of the Long Now). To jedynie symbol, choć chcę wierzyć, że uzmysłowi on ludzkości potrzebę wybiegania myślami w dalszą przyszłość. Poniższy film, przedstawia dotychczasowe etapy budowy zegara.

Snując rozważania nad wpływem czasu na koewolucję człowieka i technologii, nie chcę kreślić ponurych scenariuszy i wróżyć katastrof. Wierzę raczej w rozsądek kształtowania przyszłości, wynikający z naszych prawdziwych potrzeb oraz z doświadczeń różnorodnych ludzkich umysłów. Wierzę, że skoro posiedliśmy zdolność wyobrażania sobie konsekwencji własnych działań, to jesteśmy zdolni do refleksji i bezpiecznych zmian. Potrzebujemy jedynie wielu różnych poglądów, aby przedyskutować maksymalnie wiele alternatyw. Dysponując zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi scenariuszami, znacznie łatwiej oszacować prawdopodobieństwo konkretnych zdarzeń. Część z takich scenariuszy przychodzi również mnie do głowy i nimi się dzielę. Dzisiaj, kiedy obserwuję jak wielki wpływ na zdolność dalszego rozwoju technologii u boku człowieka odgrywa czas, to myślę, że najgorszym ze scenariuszy, byłaby próba konkurowania tempem rozwoju z coraz bardziej zaawansowanymi formami maszyn. Zresztą zmagania z technologią w kategoriach czasu, już raczej przegraliśmy. Zamiast konkurowania na czas, powinniśmy z maszynami współpracować, koncentrując się na tym, w czym my ludzie jesteśmy najlepsi, a co dla maszyn, jeszcze przez długi czas będzie nieosiągalne. Póki co, nasze największe atuty to zaufanie, kreatywność, etyka, emocje ale również kultura i sztuka. Powinniśmy skupić się na rzeczach, które z natury są bardziej ludzkie. Nie oznacza to jednak, że o technologicznym postępie możemy zapomnieć. Musimy go śledzić, starać się lepiej rozumieć, nieustannie zdobywając i doskonaląc wiedzę. Jeśli chcemy aby przyszły człowiek zachował jak najwięcej naszych ludzkich wartości, musimy doskonalić właśnie te nasze najlepsze cechy. Nie możemy bezmyślnie poddawać się dyktatowi technologii. Nie możemy pozostawać w jej cieniu, wykonując jedynie posłusznie jej rozkazy. Rozwijając się, mamy szansę na doskonalenie stawianych przez nas pytań o przyszłość. Jeśli Kevin Kelly ma rację, to właśnie zadawanie istotnych pytań może być ostatnią rzeczą, którą opanują maszyny. Korzystajmy z technologii intensywnie lecz z rozwagą, używajmy jej wszędzie tam, gdzie jest pożyteczna i gra fair play. Równocześnie bądźmy krytyczni do jej wątpliwych i niejasnych przejawów. Nie wstydźmy się naszej intuicyjnej podejrzliwości, ale starajmy się ją szybko weryfikować, aby w obcowaniu z technologią wygrywała prawda i wspólna, symetryczna przyszłość. Zanim poznamy prawdę o rzeczywistych możliwościach inteligentnych systemów, mamy jeszcze czas, aby wyrównać nasze szanse w zmaganiach o ciągłą przyjaźń człowieka z maszyną. Dołóżmy wszelkich starań, aby tego czasu znaleźć jak najwięcej.

W artykule wykorzystano następujące źródła:
Zostaw swój email aby otrzymywać informacje o nowych wpisach.
Poleć innym
Share on linkedin
LinkedIn
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Liczba komentarzy 2

  1. Zegar skojarzył mi się z maszyną, która stoi w San Francisco:
    https://www.exploratorium.edu/exhibits/machine-with-concrete
    Patrząc na poruszające się, początkowe, koła zębate aż trudno sobie wyobrazić, że kolejne obrócą się za kilkaset lat, nie mówiąc o ostatnim:)
    To pozwala spojrzeć na czas z nieco innej perspektywy. Jeszcze dobitniej pokazuje, że jesteśmy tutaj tylko na chwilę i warto spróbować jak najlepiej wykorzystać ten „moment”.
    A jeśli chodzi o czas to chyba nigdy nie mieliśmy go tak mało. Napływają do nas coraz bardziej apokaliptyczne wieści. Gdy ostatnio czytałem artykuł o tym, że Toyota zbuduje swoje pokazowe miasto przyszłości zastanawiałem się czy to jest właśnie kierunek, w którym zmierzamy. Czy zasoby naturalne, czyste powietrze, itd. będzie dostępne tylko dla nielicznych (najbogatszych)?
    Wiele scenariuszy, które jeszcze nie tak dawno były tematem filmów fantasy, dziś już nie wydają się tak nierealne.
    Z jednej strony jesteśmy tu tylko na chwilę, a z drugiej przez ten moment możemy sporo namieszać w znanym nam dotąd świecie.

    1. Nie wiem jak długo wytrzyma silnik w maszynie z San Francisco. Zapewne trzeba go będzie wymienić na coś innego, zanim wprawi w ruch ostatnie koło zębate. 🙂
      My ludzie, wykorzystując najlepiej jak można „ten moment”, musimy jednak uważać, aby nie zapędzić się w pułapkę czasu. Czasami mam wrażenie, że im bardziej chcemy wykorzystać każdą chwilę, tym bardziej dzielimy nasze życie na coraz cieńsze kromki, poświęcając każdej z nich coraz mniej czasu. Skoro mamy tak wiele do przeżycia, poznania, to musimy w tym samym czasie zdążyć coraz więcej. Może to właśnie (między innymi) z tego względu pędzimy coraz szybciej.
      Czy lepszy świat będzie dostępny tylko dla nielicznych? Trudno powiedzieć. Z jednej strony chyba zawsze tak było. Z drugiej, wiele wskazuje na to, że liczba ludności z tzw. klasy średniej bardzo szybko rośnie. Być może w miarę postępującego z wieku na wiek „oświecenia”, zechcemy zrobić jeszcze większy pożytek z naszych umysłów i wybierzemy zrównoważoną, wspomaganą technologią egzystencję pokojową, w miejsce wyniszczającej konkurencji.
      Tak, gdyby ktokolwiek 30-50 lat temu przypuszczał, że filmy fantasy to nie fantasy lecz plan zmian, jakie lada moment wdrożymy, to zapewne ta dziedzina literatury nie rozwinęła by się tak mocno. 🙂 Poczucie naszej „czasowości” spotęgowała natomiast wiedza o kosmosie. Mój umysł odwraca się do mnie tyłem, kiedy próbuję go poprosić o stworzenie wyobrażenia, około 2 bilionów galaktyk z setkami miliardów gwiazd w każdej z nich. Świadomość „chwilowości” podkręcają również osiągnięcia współczesnej fizyki. Czy zdążymy namieszać? Nawet jeżeli, to zapewne jedynie w skali naszego ziemskiego podwórka i własnego gatunku. Nadal wiemy jednak „okropnie za mało”, aby mieć pojęcie, czy ewentualne „namieszanie” zwróci uwagę w jakimkolwiek innym miejscu kosmosu. Póki co, przeżywajmy życie dokładnie, ale powoli! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze artykuły

Najnowsze recenzje książek

Informuj mnie o nowych wpisach

Social media - Kanał RSS