Nie muszę wiedzieć kim jesteś.
nie-musze-wiedziec-kim-jestes-featured

Nie muszę wiedzieć kim jesteś.

Starania o należytą ochronę danych osobowych angażują z roku na rok coraz większe zasoby energii i finansów. W walkę zaangażowane są rządy, ministerstwa, sądy, inspektoraty i wiele organizacji. O ochronę danych troszczymy się wreszcie my sami. Ale to przecież oczywiste, że tak wiele osób i służb zaangażowanych jest w należne nam prawo do poszanowania życia prywatnego. Kiedy coraz więcej firm dla osiągnięcia korzyści materialnych zainteresowanych jest coraz bardziej prywatnymi informacjami z naszego życia, w ochronie prywatności nie widzę absolutnie nic dziwnego. Sam, na ile to możliwe, staram się chronić określone informacje o swoim prywatnym życiu. Prawie nikt nie ma więc szans, aby dowiedzieć się w którą stronę mieszam łyżeczką herbatę, na którym zasypiam boku oraz program którego kandydata na prezydenta wprawił mnie w lepszy humor niż “Mania wielkości” z Louis de Funes’em. Ale czy aby na pewno nikt nie ma szans aby się tego dowiedzieć?

Podstawowe pytanie jakie postawiłem sobie na samym początku, to komu w ogóle może dzisiaj zależeć na moich danych osobowych? Subiektywnie, w dużym uproszczeniu, wyłoniłem trzy grupy zainteresowanych. Pierwsza z nich to przestępcy i wszelakiej maści złoczyńcy, którzy zyskując dostęp do informacji o moim miejscu zamieszkania, pracy, upodobaniach, itp., mogą zechcieć targnąć na moje dobra materialne a może i nawet życie. Druga grupa to urzędy i instytucje państwowe, które działając w imię obrony obywateli i dysponując coraz bardziej prywatnymi danymi o ich życiu, mogą troszczyć się o pokojowy rozwój kraju i pogłębianie szczęścia jego mieszkańców. Do trzeciej grupy zaliczyłem wszelkie odmiany zaradnych przedsiębiorców, którzy kiedy poznają moje najbardziej prywatne z prywatnych zachowań i upodobań, tak przygotują swoje produkty i oferty, abym stał się ich niewolnikiem a one mogły z tego czerpać coraz to większe korzyści.

Troskę o zagrożenia ze strony grupy pierwszej odrzuciłem dosyć szybko. Co prawda gangsterów zawsze należy się obawiać, ale podobno przed przestępcą idealnym nikt nie może się należycie zabezpieczyć. Możemy im jedynie utrudniać życie. Grupą drugą tym bardziej postanowiłem sobie nie zaprzątać głowy, ponieważ to właśnie organy państwowe dla naszego dobra dyktują w dużej mierze zasady ochrony danych osobowych. Kiedy więc na przykład zadzwonię z jakimś pytaniem do Krajowej Informacji Podatkowej, a ta rozpozna mnie natychmiast po głosie, będzie to wyłącznie dla mojego dobra (*1). Grupą najwyższego ryzyka w moich rozważaniach pozostała więc grupa trzecia. Jest ona ze wszystkich trzech grupą największą i tworzą ją niezwykle zaradni i innowacyjni przedsiębiorcy na całym świecie. Wszelkie ustawy i rozporządzenia w dziedzinie ochrony danych osobowych powinny więc dawać nam w tym właśnie obszarze praktyczne poczucie bezpieczeństwa. Czy jednak jest tak naprawdę? Czy mamy w ogóle szansę obronić się przed innowacyjnymi pomysłami na pozyskanie naszych danych ze strony niezwykle szybko ewoluującej przedsiębiorczości?

Patrząc na nasze zachowania społeczne odnoszę wrażenie, że nie tyle coraz trudniej możemy zabezpieczyć się przed utratą informacji prywatnych, co wręcz przestajemy się tym przejmować. W niektórych przypadkach nawet nie tyle nie chcemy o to dbać, co sprawiamy wrażenie zafascynowanych możliwością beztroskiej ich utraty. Zachłyśnięci nowoczesną technologią usypiamy nasze obawy o ewentualne skutki stopniowego pozbawiania się prywatności. Być może jest to przejaw kolejnego etapu w ewolucji człowieka, w którym tak bardzo podporządkowujemy wszystko chęci posiadania dóbr i imponowania nimi otoczeniu, że wyprzedajemy dla nich stopniowo własną prywatność. A może to jedynie wynik naszej bezradności w obliczu zaawansowanej technicyzacji życia? Nie mogę pominąć wreszcie nurtującego mnie od dłuższego czasu pytania, czy brak prywatności nie jest przypadkiem wyższym ewolucyjnie poziomem rozwoju człowieka społecznego? Trudno mi na te pytania znaleźć dzisiaj proste i oczywiste odpowiedzi. Jednak mimo braku odpowiedzi, jakaś wewnętrzna siła podpowiada mi, że samo ich zadawanie jest bardzo ważne.

Choć sprawiamy wrażenie świadomych, które dane prywatne powinniśmy chronić, to niezbyt dobrze wychodzi nam to w praktyce. Zaczepieni przypadkowo przez nieznajomą osobę na ulicy i poproszeni o adres zamieszkania lub numer dowodu osobistego, w zdecydowanej większości przypadków dalibyśmy intruzowi do zrozumienia, że lada moment skończy się to kontaktem z policją. Jednak kiedy w kolejce do urzędu skarbowego lub przy okienku bankowym urzędnik poprosi nas o ulicę i numer domu, to bez najmniejszego zastanowienia podyktujemy go w taki sposób, że usłyszą to nawet ci, którzy stoją na końcu kolejki. Oczywiście nieporównywalnie bardziej na utratę prywatnych danych narażeni jesteśmy w internecie. Portale społecznościowe to chyba najbardziej jaskrawy przykład. Te same osoby, które zaczepione na ulicy nie zdradziłyby adresu swojego zameldowania, udostępniają w internecie dowolne ilości zdjęć ze swojego podwórka, ogródka, otoczenia budynku a nawet ulicy przy której budynek stoi. Pomińmy fakt, że czasami wystarczy wrzucenie do sieci jednego zdjęcia, aby precyzyjnie, nie odchodząc od komputera, ustalić czyjś adres zamieszkania. Udostępnianą przez internautów większą dawkę prywatności pominę, ponieważ zaawansowany ekshibicjonizm sieciowy to dziedzina, której nie rozumiem.

Portale społecznościowe to jednak od dawna chleb powszedni jeżeli chodzi o dzielenie się swoją “strzeżoną” prywatnością. Biznes wymyślił już znacznie więcej w dziedzinie pozyskiwania naszych prywatnych danych mimochodem. Innowacji w tej dziedzinie mamy już tak wiele, że nie chcąc być podejrzliwym,  można uznać że nikt nie działa w tym zakresie celowo, a wszystko wydarzyło się przypadkiem. Rozwijający się w galopującym tempie internet rzeczy oraz analizy w duchu big data, to kolejne olbrzymie siły, w obliczu których tak właściwie nie wiadomo, jak zabezpieczyć swoją prywatność jutra. Biegając wokół własnego domu wyposażeni jesteśmy w aplikacje, które automatycznie umieszczają na mapie dokładną trasę naszego biegu. Z dostawą pod wskazany adres kupujemy produkty z naszych ulubionych sklepów. Pozostawiamy w różnych miejscach w sieci informacje o naszym wzroście, kolorze włosów, ulubionych filmach, muzyce, chorobach, sympatiach politycznych czy książkach. Informujemy cały świat o tym kto jest naszym “znajomym”, budując tym samym rozległe mapy interakcji personalnych. Pozostawiamy w naszej cyfrowej rzeczywistości coraz więcej pojedynczych śladów, które wystarczy jedynie ze sobą połączyć. Do tej pory człowiek nie był sobie w stanie wyobrazić aby z tak olbrzymich ilości pojedynczych informacji można było opracować portret konkretnej osoby. Jednak nowoczesne technologie zaczynają być w stanie łączyć te pojedyncze kropki w nasze prawdziwe profile.

O fenomenalnych wnioskach z prostych korelacji big data słyszymy już od wielu lat. Wiele tych wniosków tak samo szokuje nas swoją prostotą co skutecznością dalszego wykorzystania. Wiele z nich podważa nasze dotychczasowe praktyki społeczno-gospodarcze ale również pokazuje, że z rozsypanych w sieci drobnych informacji można dowiedzieć się znacznie więcej, niż z pracy wielkich i kosztownych instytucji, które do tej pory bazowały na analizach przyczynowo-skutkowych. Oddając ogromną część aktywności naszego życia w ręce internetu, uwiarygodniamy naszą tożsamość coraz bardziej osobistymi danymi. Zupełnie niedawno udało się na przykład ustalić, że bardzo niezwykle skuteczną metodą analizy poziomu bezrobocia jest liczba prowadzonych przez obywateli rozmów telefonicznych (*2). Jak bardzo chcielibyśmy więc przed częścią świata ukryć fakt utraty pracy, może nam się to nie udać. Wciskający się drzwiami i oknami internet rzeczy, wygoda użytkowania  dużej ilości nowoczesnych produktów, zachwycające wizje służebnych dronów i wiele innych wynalazków, jeszcze bardziej usypia naszą świadomość w kwestii ochrony danych. A może jedynie pokazuje że jesteśmy bez szans i nie warto już o to walczyć? A może warto, ale czujemy się zbyt słabi aby tę bitwę wygrać? Czy to nie tak, że w sieci dbamy o niewiele znaczące szczegóły naszej prywatności, takie jak hasła czy pin’y, a nie zauważamy prawdziwych zagrożeń, które czyhają za rogiem?

Wykorzystanie technologii zaczyna przybierać coraz bardziej odważne formy. Człowiek zaczyna wręcz stopniowo integrować się z technologią. Integracja ta zbliża nas coraz bardziej do pseudo robotów, podobnie jak dzięki technologii roboty zbliżają się stopniowo do pseudo człowieka. Droga do przebycia jest jeszcze bardzo daleka, jednak daje się zauważyć. Przywołana przeze mnie na początku tekstu trzecia siła (innowacyjny biznes), której w kontekście ochrony danych osobowych obawiam się najbardziej, z dnia na dzień dostarcza nam kolejne sensacje. Google poinformował ostatnio o projekcie Google Jacquard. To nowy rodzaj przędzy, z której tradycyjne maszyny mogą produkować ubrania. Przędza zawiera w środku splotu ultra cienki przewód, który docelowo może stanowić fragment elektronicznego układu, dzięki któremu dowolne spodnie, kalesony czy kamizelka mogą stać się ekranem dotykowym. Czy kiedy zaczniemy spacerować po uzbrojonym po uszy w bezprzewodowe technologie mieście, wyposażeni od stóp do głów w najnowocześniejszą technikę ułatwiającą bycie niewyobrażalnie aktywnym konsumentem, będziemy zainteresowani jakąkolwiek ochroną swojej prywatności? Projekt Jacquard może przesunąć utratę kontroli nad naszą prywatnością o kolejny krok dalej.

Autor: Google ATAP, Źródło: Youtube, Opublikowano: 2015-05-29
Link: https://www.youtube.com/watch?v=qObSFfdfe7I

Zachwyt człowieka nad wieloma nowymi technologiami jest tak wielki, że przestaliśmy się zastanawiać nad rozległymi efektami ubocznymi. Oczywiście nadal nie chcemy udostępniać danych prywatnych jeżeli wymaga tego od nas formularz urzędowy lub nieznany rozmówca. Jednak w momencie sięgania po określoną nową technologię, coraz rzadziej zastanawiamy się nad tym problemem. W cywilizacyjnym pędzie uznaliśmy ochronę danych osobowych za znacznie mniej istotną niż walka o kolejne dobra konsumpcyjne. Oczywiście o ochronie mówimy sporo, ale chyba coraz mniej się nią przejmujemy. W ochronę danych osobowych wierzymy, ale jej nie praktykujemy. Nie mam oczywiście pojęcia, czy to dobrze czy źle. Wydaje mi się jednak że to kolejny etap w ewolucji człowieka społecznego, który w zamian za przynależność do coraz to większej grupy z którą się utożsamia, rezygnuje automatycznie z ochrony coraz większej części swojej prywatności. Czy żyjące w wielkich ławicach ryby potrzebują się troszczyć o jakąkolwiek prywatność? Przecież korzyści z życia w wielkiej społeczności są warte poświęcenia sporej części ich prywatności. Czy z podobnych powodów z ogromu swojej prywatności rezygnują społeczności mrówek lub liczące miliony osobników stada migrujących szpaków? Czy w obliczu najnowszych technologii oraz powolnych prób dopasowywania prawa do postępu, te niezliczone ilości rozrzuconych w sieci informacji nie spowodują, że firmy przestaną już polować na kompletny zestaw danych o naszej prywatności? Przecież nie muszą już dążyć do tego, aby bezpośrednio od nas dowiedzieć się tego kim jesteśmy. Wystarczy że pozostawimy nieświadomie w sieci odpowiednią ilość drobnych śladów, a firmy i ich technologie umiejętnie połączą je w potrzebną im całość. Z dnia na dzień coraz trudniej przyjdzie nam sobie poradzić z życiem, bez zgody na pozostawienie wielu na pozór nieznaczących, drobnych śladów w sieci. Konkretna firma coraz częściej nie będzie musieć prosić o informację kim jesteśmy. Znajdzie to łącząc jedynie pozostawione przez nas kropki.

W artykule wykorzystano następujące źródła:
Zostaw swój email aby otrzymywać informacje o nowych wpisach.
Poleć innym
Share on linkedin
LinkedIn
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Liczba komentarzy 2

  1. Wciąż nie traktujemy Internetu jako przestrzeni publicznej. Coraz więcej się jednak o tym mówi, a takie kampanie jak ta:
    https://www.youtube.com/watch?v=F7pYHN9iC9I
    będą dawać ludziom do myślenia.

    Mamy też tendencję do niedoceniania wpływu marketingu na nasze życie. 51% Polaków twierdzi, że reklama w telewizji wpływa na ich decyzje zakupowe w mniejszym stopniu, niż na większość społeczeństwa. Skoro tak nam się wydaje, dochodzimy do wniosku, że koszt wyjawienia firmom jakichś informacji jest niewielki. Zysk wydaje się oczywisty (wygoda, dodatkowe usługi itp.), a koszty – nie.

    Wizja przyszłości rodem z “Raportu Mniejszości” nie wydaje się dziś wcale taka odległa 😉

    1. Czy będą dawać do myślenia? Może tak, a może nie. Oby tylko tego typu dowody filmowe jeszcze bardziej nie uśpiły czujności. Część ludzi może przecież dojść do wniosku, że skoro już tyle informacji o nich można wyciągnąć z sieci, to w ogóle nie warto się tym wszystkim przejmować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o nowych wpisach.
Najnowsze artykuły

Najnowsze recenzje książek

Informuj mnie o nowych wpisach

Social media - Kanał RSS